Marla
Wciąż mam w głowie obrazek z wczoraj: Przejazd bryczką, tłumy ludzi
patrzących z niedowierzaniem na nas i Logana. Tak, Logana pamiętam z
tamtego dnia najbardziej... Ale wróćmy do teraźniejszości. Pakowałam jeszcze ostatnie rzeczy typu ładowarka do telefonu, laptop gdy do pokoju
weszła Bella.
- Zapomniałaś o tej bluzce- wręczyła mi czarny top -Zawieruszyła się wieki temu. Znalazłam ją przed chwilą za pralką.
Rozwinęłam kłębek materiału. To była moja stara koszulka z
wizerunkiem chłopaków z BTR i podpisem: "Rusher FOREVER". Uśmiechnęłam się po nosem i schowałam ją do innych ubrań.
- Spakowana?- spytała nagle siostra
- Ta, raczej tak. Wolałabym zostać
- Uwierz mi ja też. Ale co możemy? Nic nie możemy. Idę dokończyć
pakowanie się- powiedziała i wyszła. Ja położyłam wszystkie walizki
przy drzwiach i położyłam się na podłodze. Włączyłam radio. Właśnie
leciała piosenka "Windows Down"
Logan
- I zawaliłem całą sprawę- użalałem się tak nad sobą już od jakiejś godziny, a chłopaki wciąż tylko powtarzali:
- Wcale nie, to nie twoja wina, będzie dobrze- a skąd oni to mogą
niby wiedzieć? Tylko James mnie rozumiał. Ale on od wczoraj nie
wychodził z pokoju. Zostawiliśmy go tam samego, wiem że tego potrzebuje. Minutę do ktoś zapukał do drzwi. Kiedy Carlos otworzył drzwi zobaczyliśmy Marle.
- Hej- powiedziała bez entuzjazmu -Jest sprawa, czy ktoś z was mógłby nas jutro podwieźć na lotnisko na 13.00?
- Jasne, ja pojadę- od razu się odezwałem. Marla chyba była zadowolona z tej odpowiedzi bo lekko się uśmiechnęła.
- Jadę z wami! - usłyszeliśmy nagle krzyk Jamesa. To dobrze, już myślałem że nie żyje!
- Dzięki. To pa- Marla pomachała lekko i wyszła.
Będzie mi jej brakować
Marla
Obudziłam się. Spojrzałam na telefon.
Tak, dzisiaj jest piątek- pomyślałam. Mimo że była dopiero 6:30 wstałam,
umyłam się i ubrałam. Gdy poszłam do salonu Bella już tam była.
- Już nie śpisz?- spytała mnie
- Nie, nie mogę zasnąć
- Zrobić ci śniadanie?
- Nie jestem głodna- usiadłam na kanapie i włączyłam telewizje.
Siedziałam tam bez ruchu kilka godzin. Spojrzałam na zegarek, była już
10:30. Miałyśmy iść do chłopaków o 12 żeby zdążyli schować nasze walizki
do samochodu. Z nudów zaczęłam znosić swoje bagaże do salonu. Nie zauważyłam
nawet jak minęły wtedy 2 godziny. Do mieszkania weszli Kendall i James.
- Już można?- Kendall wskazał na walizki
- Tak można- kiwnęłam głową. James stał wpatrzony w Belle
siedzącą na podłodze. Coś jeszcze oglądała i chyba nawet nie zauważyła
że chłopaki weszli. Kendall szturchnął Jamesa a ten jakby poparzony odskoczył i powoli zaczął brać nasze torby. Uwinęli się ze
wszystkim w około 10 minut. Spojrzałam na zegarek, była już 12:40.
zaczęłyśmy powoli wychodzić z Bellą na dwór. Pożegnałyśmy się z Carlosem
i Kendallem. Logan i James już czekali na nas przy aucie. Pierwszy z
nich usiadł ze mną z tyłu, James za kierownicą a Bella koło niego. W
połowie drogi w radiu zaczęli grać "Intermission". Zaczęłam to po cichu
śpiewać. Logan spojrzał na mnie i uśmiechnął się. Chwilę później
poczułam jak mnie przytula. To było miłe. Jechaliśmy krótko, bo gdy
tylko popatrzyłam przez okno byliśmy już na lotnisku.
- No to czas się- Logan zamknął mi usta pocałunkiem. Nie
chciałam się z nim żegnać, serio. Przytuliłam się do niego najmocniej
jak mogłam. Nagle usłyszałam:
- Pasażerowie lotu do Londynu proszeni są o wejście na pokład!
- To nasz samolot- wyszeptałam po cichu. Logan wypuścił mnie z
uścisku. Spojrzałam na Belle. Ta żegnała się z Jamesem. Jej też było trudno. Zaczęłyśmy iść w stronę samolotu.
- Marla, czekaj- zawołał nagle Logan. Gwałtownie odwróciłam się -Zapomniałem ci to dać wręczył mi do ręki naszyjnik z sercem. Widniał
na nim napis: "N&L". Prawie się popłakałam.
- Kocham cię- tylko tyle udało mi
się wydusić. Znowu go przytuliłam. Chwilę później siedziałam już w
samolocie. Wystartowaliśmy. Machałam mu przez okno, choć wiem że mnie
nie widział.
piątek, 23 czerwca 2017
Rozdział 19
Marla
Obudziłam się i spojrzałam na zegarek. Była pięć po dziewiątej. Nie mogłam już zasnąć. Wstałam, ubrałam się i poszłam do salonu. Nie wiedziałam co robić. Siedziałam bezczynnie i gapiłam się w okno. Chłopaki mieli przyjść tak gdzieś za dziesięć dziesiąta. Miałam więc jeszcze trochę czasu. Wzięłam pierwszą z brzegu książkę i zaczęłam czytać. Po chwili z sypialni wyszła Bella.
- Już nie śpisz?- spytała przeciągając się
- Nie, obudziłam się i nie mogłam zasnąć- siostra uśmiechnęła się nieśmiało.
- Chcesz kanapkę?- spytała
- Chętnie- poszła do kuchni. Ja wróciłam do książki. Mimo iż starałam się skupić nic z niej do mnie nie docierało. Odłożyłam ją. Bella wróciła z kanapkami.
- Dzięki- powiedziałam i wzięłam jedną z szynką i pomidorem
- Idziesz dzisiaj z nami do szpitala?- zapytałam
- Tak, pójdę- uśmiechnęła się. Wiedziałam że ze wszelkich sił chce mnie wspierać.
Nagle ktoś zapukał do drzwi. Otworzyłam je. Okazało się że to chłopaki. Spojrzałam za zegarek. Była już za siedem dziesiąta.
- Gotowe?- spytał James wypatrując Belle.
- Tak, już idziemy- odpowiedziałam -Bella! - siostra podbiegła niemal natychmiast. Wymieniła spojrzenia z Jamesem i zalała się rumieńcem. Cała ona.
Logan
Obudziłem się wcześnie rano nadal nic nie pamiętając. Ciągle myślałem o tamtej dziewczynie, która wczoraj u mnie była. Jak ona się nazywała? Maya? Martha? Marla? Tak, to była Marla. Dziwne, mam wrażenie że znam to imię... No fakt, mówiła że jest moją przyjaciółką. Zerknąłem na zegarek. Już dochodziła dziesiąta Nie miałem nic do roboty. Leżałem na plecach i wpatrywałem się w sufit. Nagle ktoś zapukał.
- Proszę- zobaczyłem Marle z jakimiś trzema chłopakami. Za nimi weszła jeszcze jedna dziewczyna.
- Hej, pamiętasz mnie?- zapytała znajoma mi już dziewczyna.
- Tak, byłaś wczoraj u mnie. Jesteś Marla. A wy to kto?- na ich twarzach pojawiło się zaskoczenie i zarazem smutek.
- Logan, to James, Carlos, Kendall i moja siostra Bella- wskazywała na wszystkich po kolei.
- Ja gram z wami w zespole, tak?- spytałem
- Tak, w Big Time Rush- odpowiedział mi blondyn, chyba Kendall.
- Przypomniałeś sobie coś, cokolwiek?- spytała Marla
- Niestety nie- zauważyłem zmartwienie na jej twarzy. Chyba zmartwiła ją moja odpowiedź
- Tak w ogóle, to czy ktoś z was wie, dlaczego nic nie pamiętam?
- Przez takiego idiotę który mnie porwał- odpowiedziała mi Marla- Ty uratowałeś mi życie- po jej policzku poleciała łza. Nagle zadzwonił jakiś telefon.
Marla
- Przepraszam, to mój- otarłam łzę z polika i wyszłam na korytarz. Dzwoniła mama.
- Dziecko, nic ci nie jest!- krzyknęła tak głośno że musiałam oddalić telefon od ucha. - Wszystko dobrze?
- Tak, Logan mnie uratował- opowiedziałam jej całą historie.
- Logan przyjechał dla ciebie aż z Ameryki?- zdziwiła się mama.
- Tak, a teraz przeze mnie nic nie pamięta- była bliska płaczu
- Spokojnie, wszystko będzie dobrze. Zaraz do ciebie przyjadę, przecież mieszkam niedaleko. Jesteś w domu?
- Nie, w szpitalu św. Tomasza u Logana
- Zaraz będę, pa
- Pa- rozłączyłam się. Nawet zapomniałam że moi rodzice mieszkają w Colchester, niedaleko Londynu. Wróciłam na sale. Logan rozmawiał z chłopakami. Śmiali się. Uśmiechnęłam się pod nosem.
- Kto dzwonił?- spytała Bella podchodząc do mnie
- Mama. Powiedziała że zaraz tu przyjedzie- podeszłam bliżej Logana.
- Na serio? Ja to zrobiłem?- ledwo powstrzymywał śmiech. Chłopaki zresztą też. Siedzieliśmy u niego jeszcze dobre dwie godziny. Za chwile przyjechała mama.
- Cześć dziewczynki- uścisnęła mnie i Belle -Hej chłopcy
- Dzień dobry- odpowiedzieli wszyscy z wyjątkiem Logana, który wyglądał na zbitego z tropu.
- Logan, to moja mama- wyjaśniłam mu
- Aha, dzień dobry. Przepraszam ale nic nie pamiętam- moja mama kiwnęła głową i uśmiechnęła się do niego. Na sale wszedł lekarz.
- Mam dla pana dobrą wiadomość. Po za amnezją nic panu nie dolega, więc jeszcze dzisiaj może pan wyjść ze szpitala
- A amnezja sama przejdzie?- spytałam
- Jeśli będziecie sie państwo starać mu wszytko przypomnieć za pomocą np. smaków z dzieciństwa czy jakiś mocniejszych wspomnień, które może jeszcze pamięta, choćby w części, to powinna ustąpić już niedługo- trochę mi ulżyło. Więc jest nadzieja
Minęło kilka godzin i Logan już był wypisany. Wszyscy pojechali do naszego mieszkania.
- I co teraz?- spytała Bella
- Gustavo kazał nam wracać tak szybko, jak to możliwe- powiedział ze smutkiem James -Być może wylecimy jeszcze dzisiaj
- Kto to Gustavo?- usłyszałam jak Logan zapytał szeptem Carlosa. Ten coś mu odpowiedział, lecz tego już nie dosłyszałam
- Za wszelką cenę będziemy się starali przywrócić pamięć Logana- powiedział Kendall po tym jak zobaczył moja zmartwioną minę -Będzie dobrze - zapewniał
- A ja za wszelką cenę będę się starał wszystko przypomnieć - powiedział Logan. Uśmiechnął się przy tym do mnie. Odwzajemniłam tym samym.
- Nikki, możemy pogadać?- odezwała się moja mama. Nawet nie zwróciłam uwagi że była z nami. Odeszłyśmy kilka kroków dalej.
- Co jest?- spytałam
- Widzę że ten Logan wiele dla ciebie znaczy- zaczęła - I ty dla niego także, skoro przyleciał tu z L. A. Dzwoniłam już do pana Brown'a i powiedziałam mu że razem z siostrą nie będziecie już nagrywać w jego studiu, wracacie do Palm Woods
Obudziłam się i spojrzałam na zegarek. Była pięć po dziewiątej. Nie mogłam już zasnąć. Wstałam, ubrałam się i poszłam do salonu. Nie wiedziałam co robić. Siedziałam bezczynnie i gapiłam się w okno. Chłopaki mieli przyjść tak gdzieś za dziesięć dziesiąta. Miałam więc jeszcze trochę czasu. Wzięłam pierwszą z brzegu książkę i zaczęłam czytać. Po chwili z sypialni wyszła Bella.
- Już nie śpisz?- spytała przeciągając się
- Nie, obudziłam się i nie mogłam zasnąć- siostra uśmiechnęła się nieśmiało.
- Chcesz kanapkę?- spytała
- Chętnie- poszła do kuchni. Ja wróciłam do książki. Mimo iż starałam się skupić nic z niej do mnie nie docierało. Odłożyłam ją. Bella wróciła z kanapkami.
- Dzięki- powiedziałam i wzięłam jedną z szynką i pomidorem
- Idziesz dzisiaj z nami do szpitala?- zapytałam
- Tak, pójdę- uśmiechnęła się. Wiedziałam że ze wszelkich sił chce mnie wspierać.
Nagle ktoś zapukał do drzwi. Otworzyłam je. Okazało się że to chłopaki. Spojrzałam za zegarek. Była już za siedem dziesiąta.
- Gotowe?- spytał James wypatrując Belle.
- Tak, już idziemy- odpowiedziałam -Bella! - siostra podbiegła niemal natychmiast. Wymieniła spojrzenia z Jamesem i zalała się rumieńcem. Cała ona.
Logan
Obudziłem się wcześnie rano nadal nic nie pamiętając. Ciągle myślałem o tamtej dziewczynie, która wczoraj u mnie była. Jak ona się nazywała? Maya? Martha? Marla? Tak, to była Marla. Dziwne, mam wrażenie że znam to imię... No fakt, mówiła że jest moją przyjaciółką. Zerknąłem na zegarek. Już dochodziła dziesiąta Nie miałem nic do roboty. Leżałem na plecach i wpatrywałem się w sufit. Nagle ktoś zapukał.
- Proszę- zobaczyłem Marle z jakimiś trzema chłopakami. Za nimi weszła jeszcze jedna dziewczyna.
- Hej, pamiętasz mnie?- zapytała znajoma mi już dziewczyna.
- Tak, byłaś wczoraj u mnie. Jesteś Marla. A wy to kto?- na ich twarzach pojawiło się zaskoczenie i zarazem smutek.
- Logan, to James, Carlos, Kendall i moja siostra Bella- wskazywała na wszystkich po kolei.
- Ja gram z wami w zespole, tak?- spytałem
- Tak, w Big Time Rush- odpowiedział mi blondyn, chyba Kendall.
- Przypomniałeś sobie coś, cokolwiek?- spytała Marla
- Niestety nie- zauważyłem zmartwienie na jej twarzy. Chyba zmartwiła ją moja odpowiedź
- Tak w ogóle, to czy ktoś z was wie, dlaczego nic nie pamiętam?
- Przez takiego idiotę który mnie porwał- odpowiedziała mi Marla- Ty uratowałeś mi życie- po jej policzku poleciała łza. Nagle zadzwonił jakiś telefon.
Marla
- Przepraszam, to mój- otarłam łzę z polika i wyszłam na korytarz. Dzwoniła mama.
- Dziecko, nic ci nie jest!- krzyknęła tak głośno że musiałam oddalić telefon od ucha. - Wszystko dobrze?
- Tak, Logan mnie uratował- opowiedziałam jej całą historie.
- Logan przyjechał dla ciebie aż z Ameryki?- zdziwiła się mama.
- Tak, a teraz przeze mnie nic nie pamięta- była bliska płaczu
- Spokojnie, wszystko będzie dobrze. Zaraz do ciebie przyjadę, przecież mieszkam niedaleko. Jesteś w domu?
- Nie, w szpitalu św. Tomasza u Logana
- Zaraz będę, pa
- Pa- rozłączyłam się. Nawet zapomniałam że moi rodzice mieszkają w Colchester, niedaleko Londynu. Wróciłam na sale. Logan rozmawiał z chłopakami. Śmiali się. Uśmiechnęłam się pod nosem.
- Kto dzwonił?- spytała Bella podchodząc do mnie
- Mama. Powiedziała że zaraz tu przyjedzie- podeszłam bliżej Logana.
- Na serio? Ja to zrobiłem?- ledwo powstrzymywał śmiech. Chłopaki zresztą też. Siedzieliśmy u niego jeszcze dobre dwie godziny. Za chwile przyjechała mama.
- Cześć dziewczynki- uścisnęła mnie i Belle -Hej chłopcy
- Dzień dobry- odpowiedzieli wszyscy z wyjątkiem Logana, który wyglądał na zbitego z tropu.
- Logan, to moja mama- wyjaśniłam mu
- Aha, dzień dobry. Przepraszam ale nic nie pamiętam- moja mama kiwnęła głową i uśmiechnęła się do niego. Na sale wszedł lekarz.
- Mam dla pana dobrą wiadomość. Po za amnezją nic panu nie dolega, więc jeszcze dzisiaj może pan wyjść ze szpitala
- A amnezja sama przejdzie?- spytałam
- Jeśli będziecie sie państwo starać mu wszytko przypomnieć za pomocą np. smaków z dzieciństwa czy jakiś mocniejszych wspomnień, które może jeszcze pamięta, choćby w części, to powinna ustąpić już niedługo- trochę mi ulżyło. Więc jest nadzieja
Minęło kilka godzin i Logan już był wypisany. Wszyscy pojechali do naszego mieszkania.
- I co teraz?- spytała Bella
- Gustavo kazał nam wracać tak szybko, jak to możliwe- powiedział ze smutkiem James -Być może wylecimy jeszcze dzisiaj
- Kto to Gustavo?- usłyszałam jak Logan zapytał szeptem Carlosa. Ten coś mu odpowiedział, lecz tego już nie dosłyszałam
- Za wszelką cenę będziemy się starali przywrócić pamięć Logana- powiedział Kendall po tym jak zobaczył moja zmartwioną minę -Będzie dobrze - zapewniał
- A ja za wszelką cenę będę się starał wszystko przypomnieć - powiedział Logan. Uśmiechnął się przy tym do mnie. Odwzajemniłam tym samym.
- Nikki, możemy pogadać?- odezwała się moja mama. Nawet nie zwróciłam uwagi że była z nami. Odeszłyśmy kilka kroków dalej.
- Co jest?- spytałam
- Widzę że ten Logan wiele dla ciebie znaczy- zaczęła - I ty dla niego także, skoro przyleciał tu z L. A. Dzwoniłam już do pana Brown'a i powiedziałam mu że razem z siostrą nie będziecie już nagrywać w jego studiu, wracacie do Palm Woods
czwartek, 22 czerwca 2017
Rozdział 9
Marla
- Co się stało?- spytała przerażona. Głos mamy był dość groźny.
- Powiedz mi proszę, jak się czujecie?
- Dobrze, czemu pytasz?- zapytałam zdziwiona.
- Bo niedawno zadzwonił pan Brown i powiedział mi żebym życzyła wam zdrowia. I powiedział że podobno chorujecie na jakąś grypę kanibalską
- Grypa kanibalska? Pierwsze słyszę- na serio nie wiedziałam o co chodzi
- Nie udawaj! Wy to wszystko wymyśliłyście. I wiesz co? Lady Gaga nie przyjeżdża do Londynu, miejsce wolne. Samolot macie w czwartek o godzinie 13:00 na lotnisku International. Do zobaczenia! - krzyknęła i rozłączyła się. Ale ja serio nie wiedziałam o co chodzi z tą całą grypą. Wiem jedynie że jednak lecimy. Ale tamto nie daje mi spokoju. Kto mógł coś takiego wymyślić, tylko po to żebyśmy zostały? Chyba już wiem. Pobiegłam do Belli
- Jednak jedziemy- powiedziałam, gdy tylko ją zobaczyłam. Patrzyła z niedowierzaniem, ale miała też smutek w oczach- Samolot mamy w piątek o 13.00- pokiwała głową. Poszła do swojego pokoju. Chyba zaczęła się pakować. W końcu piątek był już za dwa dni. Ja poszłam do chłopaków, podzielić się złą nowiną.
- Ale jak to?!- wykrzyknęli wszyscy razem
- Tak to. Tak w ogóle to dzięki- spojrzeli na mnie jak na wariatkę
- Ale za? - zapytał Carlos
- Za tą sprawę z tą jakąś tam grypą
- Kanibalską?
- Tak
- To był pomysł Logana- wskazał na ciemnookiego James
Brunet uśmiechnął się, ale zaraz posmutniał. Podbiegłam do niego i przytuliłam go. Byłam mu wdzięczna mimo to, że jego plan się nie powiódł. Powiedziałam chłopakom, że muszę iść się pakować. Ruszyłam w stronę pokoju. Bella w połowie była już spakowana. Poszłam do siebie. Włączyłam płytę "Elevate" i zaczęłam się pakować. Nie wiem czy to można było nazważ pakowaniem, raczej upychaniem wszystkich rzeczy do walizki. Szło mi to bardzo wolno. Nie śpieszyło mi się zbytnio do wyjazdu. Po kilku godzinach byłam gotowa. Położyłam się na łóżku i myślałam co teraz będzie. Przecież to nie może się tak po prostu skończyć. Chwilę później dostałam smsa.
"Wyjdź na dwór i weź ze sobą Belle ;) Logan xx"
Jeszcze przez moment patrzyłam na ekran telefonu. Ocknęłam się po kilku sekundach. Poszłam po Belle i wyszłyśmy na dwór. Myślałam że zaraz padnę. Zobaczyłam tam dwie bryczki zaprzęgnięte w białe konie. Szczęka mi opadła. Dosłownie. Zza koni wyłonili się James i Logan. James wziął za rękę moją siostrę i wsiedli do pierwszej bryczki. Logan podszedł do mnie.
- Ma pani ochotę na małą przejażdżkę? - spytał udając dżentelmena. Nie potrafiła wydobyć z siebie żadnego słowa. Kiwnęłam tylko głową. Wsiedliśmy do drugiej bryczki i konie ruszyły. Wszyscy ludzie po drodze patrzyli się na nas. Ale wcale mi to nie przeszkadzało. Rozmawiałam z Loganem o wszystkim, chyba po raz pierwszy w życiu. To było niesamowite. Nagle znienacka pocałował mnie. Uśmiechnęłam się i przytuliłam do niego. Chciałam żeby ta chwila trwała wiecznie
Hej miśki! Z góry przepraszam że taki krótki no ale niestety nie mam weny. Podobał się rozdział? Jeśli tak to proszę o miłe komentarze. Do następnego misie!
- Co się stało?- spytała przerażona. Głos mamy był dość groźny.
- Powiedz mi proszę, jak się czujecie?
- Dobrze, czemu pytasz?- zapytałam zdziwiona.
- Bo niedawno zadzwonił pan Brown i powiedział mi żebym życzyła wam zdrowia. I powiedział że podobno chorujecie na jakąś grypę kanibalską
- Grypa kanibalska? Pierwsze słyszę- na serio nie wiedziałam o co chodzi
- Nie udawaj! Wy to wszystko wymyśliłyście. I wiesz co? Lady Gaga nie przyjeżdża do Londynu, miejsce wolne. Samolot macie w czwartek o godzinie 13:00 na lotnisku International. Do zobaczenia! - krzyknęła i rozłączyła się. Ale ja serio nie wiedziałam o co chodzi z tą całą grypą. Wiem jedynie że jednak lecimy. Ale tamto nie daje mi spokoju. Kto mógł coś takiego wymyślić, tylko po to żebyśmy zostały? Chyba już wiem. Pobiegłam do Belli
- Jednak jedziemy- powiedziałam, gdy tylko ją zobaczyłam. Patrzyła z niedowierzaniem, ale miała też smutek w oczach- Samolot mamy w piątek o 13.00- pokiwała głową. Poszła do swojego pokoju. Chyba zaczęła się pakować. W końcu piątek był już za dwa dni. Ja poszłam do chłopaków, podzielić się złą nowiną.
- Ale jak to?!- wykrzyknęli wszyscy razem
- Tak to. Tak w ogóle to dzięki- spojrzeli na mnie jak na wariatkę
- Ale za? - zapytał Carlos
- Za tą sprawę z tą jakąś tam grypą
- Kanibalską?
- Tak
- To był pomysł Logana- wskazał na ciemnookiego James
Brunet uśmiechnął się, ale zaraz posmutniał. Podbiegłam do niego i przytuliłam go. Byłam mu wdzięczna mimo to, że jego plan się nie powiódł. Powiedziałam chłopakom, że muszę iść się pakować. Ruszyłam w stronę pokoju. Bella w połowie była już spakowana. Poszłam do siebie. Włączyłam płytę "Elevate" i zaczęłam się pakować. Nie wiem czy to można było nazważ pakowaniem, raczej upychaniem wszystkich rzeczy do walizki. Szło mi to bardzo wolno. Nie śpieszyło mi się zbytnio do wyjazdu. Po kilku godzinach byłam gotowa. Położyłam się na łóżku i myślałam co teraz będzie. Przecież to nie może się tak po prostu skończyć. Chwilę później dostałam smsa.
"Wyjdź na dwór i weź ze sobą Belle ;) Logan xx"
Jeszcze przez moment patrzyłam na ekran telefonu. Ocknęłam się po kilku sekundach. Poszłam po Belle i wyszłyśmy na dwór. Myślałam że zaraz padnę. Zobaczyłam tam dwie bryczki zaprzęgnięte w białe konie. Szczęka mi opadła. Dosłownie. Zza koni wyłonili się James i Logan. James wziął za rękę moją siostrę i wsiedli do pierwszej bryczki. Logan podszedł do mnie.
- Ma pani ochotę na małą przejażdżkę? - spytał udając dżentelmena. Nie potrafiła wydobyć z siebie żadnego słowa. Kiwnęłam tylko głową. Wsiedliśmy do drugiej bryczki i konie ruszyły. Wszyscy ludzie po drodze patrzyli się na nas. Ale wcale mi to nie przeszkadzało. Rozmawiałam z Loganem o wszystkim, chyba po raz pierwszy w życiu. To było niesamowite. Nagle znienacka pocałował mnie. Uśmiechnęłam się i przytuliłam do niego. Chciałam żeby ta chwila trwała wiecznie
Hej miśki! Z góry przepraszam że taki krótki no ale niestety nie mam weny. Podobał się rozdział? Jeśli tak to proszę o miłe komentarze. Do następnego misie!
Rozdział 11
Marla
Nie mam zielonego pojęcia ile leciałyśmy, ale dłużyło mi się to niesamowicie. Na lotnisku w Londynie czekał na nas szofer.
- Witam panienki, nazywam się John White- przedstawił się i schował nasze walizki do bagażnika. Wsiadłyśmy do czarnej limuzyny i odjechałyśmy. Cały czas patrzyłam przez okno. Nadal w to nie wierze, wyjechałam. Nie, zamknę oczy a kiedy je otworze znowu będę w Palm Woods...
- Jesteśmy na miejscu, panienki. To wasz hotel- z głębokiego namysłu wyrwał mnie głos pana White'a. Staliśmy przed ogromnym hotelem. Weszłyśmy do środka. Cały korytarz wypełniony był jakimiś kwiatami. Nie znam się na roślinach więc nie mam pojęcia co to jest. Nasz apartament był na 15, ostatnim piętrze. Był wielki! Po prawej stronie był salon z wielkimi oknami. Za nim były dwa pokoje, jeden mój, drugi Belli. W obydwóch były ogromne balkonu. Łazienkę każda miała oddzielną. Po lewej stronie była ogromna kuchnia z wielkim stołem. Wszystko było super, niby super. Poszłam do swojego pokoju i otworzyłam walizkę. Na początku wyjęłam wielki plakat Big Time Rush i powiesiłam go nad łóżkiem. Później dopiero wypakowałam ubrania i buty. Do studia miałyśmy pójść dopiero jutro. Wyszłam na balkon i rozejrzałam się po okolicy. Nie powiem widok był fajny. Widziałam stamtąd Big Bena, London Eye, mnóstwo ludzi i innych budynków. Jednak nie zapomniałam jak było w L.A., a było tam o wiele lepiej między innymi dla tego że tam był Logan
- Co tam?- podeszła do mnie Bella.
- Spoko- nie chciało mi się teraz z nią gadać, miałam doła.
- Będzie dobrze zobaczysz- starała się mnie pocieszyć, lecz to nic nie pomagało -Idę się przejść po okolicy, idziesz ze mną?
- Tak może to mi dobrze zrobi- wzięłam okulary przeciwsłoneczne i wyszłyśmy.
Po drodze kilka osób prosiło nas o autografy. Zdziwiło mnie to bo myślałam że znają nas tylko w Ameryce. Ale z chęcią pozowałyśmy do zdjęć, rozmawiałyśmy z tymi ludźmi. Nawet na moment zapomniałam o tym załamaniu.
- Hej, jestem Tom- przedstawił się dość wysoki brunet -Wy jesteście Marla i Bella?
- Tak to my.
- Co robicie w Londynie, nie powinnyście być w Ameryce?
- Powinnyśmy, ale mam znalazła nam prace w studiu tutaj- powiedziała Bella. Od razu posmutniałam.
- Coś nie tak?- zapytał ten cały Tom. Zdziwiłam się.
- Nie wszystko gra. Po prostu jeszcze nikogo tu nie znamy i niezbyt orientujemy się w terenie
- Mogę was oprowadzić
- Nie dzięki, narazie dajemy rade.
- Ok, jakbyście czegoś chciały, to mój numer- wręczył mi karteczkę ze swoim numerem. - Pa- mrugnął do mnie. Przynajmniej tak mi się zdawało.
Ok, dziwne -pomyślałam.
- Nie wiem jak ty ale ja idę do domu- powiedziałam gdy tylko Tom odszedł.
- Spoko, ja może jeszcze troch tu pochodzę- Bella pożegnała się ze mną i poszła dalej. Ja natomiast tak jak mówiłam wróciłam do domu.Włączyłam MTV. Właśnie puszczali teledysk do nowej piosenki BTR "Never let you go" (tytuł wymyślony bo chyba nie mają takiej piosenki)
Po nim był krótki wywiad z Loganem i Jamesem.
- Podobno to wy napisaliście tekst tej piosenki, to prawda?
- Tak to prawda- spojrzałam na ekran. Wypowiadał się Logan. - Napisaliśmy to z myślą o naszych przyjaciółkach, które niedawno wyjechały do Londynu.
- Pozdrawiam cię Bella- James pomachał do kamery.
- A ja ciebie Marla- Logan również pomachał. Uśmiechnęłam się pod nosem. Chwilę później do mieszkania weszła Bella.
- I co? Koniec zwiedzania?- zapytałam ją.
- Tak, nie chce mi się już łazić. Idę pod prysznic- powiedziała i wyszła.
Następnego dnia
Wczorajszy dzień minął mi zadziwiająco szybko. Dzisiaj o 11 miałyśmy iść do studia. Gdy było 10:40 wyszłyśmy z domu. Na miejsce dotarłyśmy na czas.
- Dzień dobry - u progu powitał na pan Brown - Jak miło że przyjechałyście. Chodźcie, oprowadzę was.
Pan Brown pokazał nam wszystko między innymi studio nagraniowe, bufet i jego gabinet. Był bardzo miły. Już miałyśmy wychodzić, kiedy zobaczyłam tamtego Toma z miasta. Okazało się że tutaj pracuje.
- Nie wiedziałem że będziecie tu nagrywać- powiedział z słyszalną radością w głosie.
- A my nie wiedziałyśmy że tu pracujesz- odpowiedziała mu Bella. Uśmiechnął się.
- Słuchaj możemy pogadać?- zwrócił się do mnie. Pokiwałam głową. Odeszliśmy kilka kroków dalej.
- Może chciałabyś się jutro spotkać?- zapytał
- Słucham?
- No, czy chciałabyś się ze mną umówić?- zamurowało mnie.
- Słuchaj wydajesz się fajny ale ja już kogoś mam
- Aha spoko- widać było że mu to nie pasowało -To hej -pomachał i szybko odszedł mrucząc coś pod nosem. Wydawał mi się strasznie dziwny
Nie mam zielonego pojęcia ile leciałyśmy, ale dłużyło mi się to niesamowicie. Na lotnisku w Londynie czekał na nas szofer.
- Witam panienki, nazywam się John White- przedstawił się i schował nasze walizki do bagażnika. Wsiadłyśmy do czarnej limuzyny i odjechałyśmy. Cały czas patrzyłam przez okno. Nadal w to nie wierze, wyjechałam. Nie, zamknę oczy a kiedy je otworze znowu będę w Palm Woods...
- Jesteśmy na miejscu, panienki. To wasz hotel- z głębokiego namysłu wyrwał mnie głos pana White'a. Staliśmy przed ogromnym hotelem. Weszłyśmy do środka. Cały korytarz wypełniony był jakimiś kwiatami. Nie znam się na roślinach więc nie mam pojęcia co to jest. Nasz apartament był na 15, ostatnim piętrze. Był wielki! Po prawej stronie był salon z wielkimi oknami. Za nim były dwa pokoje, jeden mój, drugi Belli. W obydwóch były ogromne balkonu. Łazienkę każda miała oddzielną. Po lewej stronie była ogromna kuchnia z wielkim stołem. Wszystko było super, niby super. Poszłam do swojego pokoju i otworzyłam walizkę. Na początku wyjęłam wielki plakat Big Time Rush i powiesiłam go nad łóżkiem. Później dopiero wypakowałam ubrania i buty. Do studia miałyśmy pójść dopiero jutro. Wyszłam na balkon i rozejrzałam się po okolicy. Nie powiem widok był fajny. Widziałam stamtąd Big Bena, London Eye, mnóstwo ludzi i innych budynków. Jednak nie zapomniałam jak było w L.A., a było tam o wiele lepiej między innymi dla tego że tam był Logan
- Co tam?- podeszła do mnie Bella.
- Spoko- nie chciało mi się teraz z nią gadać, miałam doła.
- Będzie dobrze zobaczysz- starała się mnie pocieszyć, lecz to nic nie pomagało -Idę się przejść po okolicy, idziesz ze mną?
- Tak może to mi dobrze zrobi- wzięłam okulary przeciwsłoneczne i wyszłyśmy.
Po drodze kilka osób prosiło nas o autografy. Zdziwiło mnie to bo myślałam że znają nas tylko w Ameryce. Ale z chęcią pozowałyśmy do zdjęć, rozmawiałyśmy z tymi ludźmi. Nawet na moment zapomniałam o tym załamaniu.
- Hej, jestem Tom- przedstawił się dość wysoki brunet -Wy jesteście Marla i Bella?
- Tak to my.
- Co robicie w Londynie, nie powinnyście być w Ameryce?
- Powinnyśmy, ale mam znalazła nam prace w studiu tutaj- powiedziała Bella. Od razu posmutniałam.
- Coś nie tak?- zapytał ten cały Tom. Zdziwiłam się.
- Nie wszystko gra. Po prostu jeszcze nikogo tu nie znamy i niezbyt orientujemy się w terenie
- Mogę was oprowadzić
- Nie dzięki, narazie dajemy rade.
- Ok, jakbyście czegoś chciały, to mój numer- wręczył mi karteczkę ze swoim numerem. - Pa- mrugnął do mnie. Przynajmniej tak mi się zdawało.
Ok, dziwne -pomyślałam.
- Nie wiem jak ty ale ja idę do domu- powiedziałam gdy tylko Tom odszedł.
- Spoko, ja może jeszcze troch tu pochodzę- Bella pożegnała się ze mną i poszła dalej. Ja natomiast tak jak mówiłam wróciłam do domu.Włączyłam MTV. Właśnie puszczali teledysk do nowej piosenki BTR "Never let you go" (tytuł wymyślony bo chyba nie mają takiej piosenki)
Po nim był krótki wywiad z Loganem i Jamesem.
- Podobno to wy napisaliście tekst tej piosenki, to prawda?
- Tak to prawda- spojrzałam na ekran. Wypowiadał się Logan. - Napisaliśmy to z myślą o naszych przyjaciółkach, które niedawno wyjechały do Londynu.
- Pozdrawiam cię Bella- James pomachał do kamery.
- A ja ciebie Marla- Logan również pomachał. Uśmiechnęłam się pod nosem. Chwilę później do mieszkania weszła Bella.
- I co? Koniec zwiedzania?- zapytałam ją.
- Tak, nie chce mi się już łazić. Idę pod prysznic- powiedziała i wyszła.
Następnego dnia
Wczorajszy dzień minął mi zadziwiająco szybko. Dzisiaj o 11 miałyśmy iść do studia. Gdy było 10:40 wyszłyśmy z domu. Na miejsce dotarłyśmy na czas.
- Dzień dobry - u progu powitał na pan Brown - Jak miło że przyjechałyście. Chodźcie, oprowadzę was.
Pan Brown pokazał nam wszystko między innymi studio nagraniowe, bufet i jego gabinet. Był bardzo miły. Już miałyśmy wychodzić, kiedy zobaczyłam tamtego Toma z miasta. Okazało się że tutaj pracuje.
- Nie wiedziałem że będziecie tu nagrywać- powiedział z słyszalną radością w głosie.
- A my nie wiedziałyśmy że tu pracujesz- odpowiedziała mu Bella. Uśmiechnął się.
- Słuchaj możemy pogadać?- zwrócił się do mnie. Pokiwałam głową. Odeszliśmy kilka kroków dalej.
- Może chciałabyś się jutro spotkać?- zapytał
- Słucham?
- No, czy chciałabyś się ze mną umówić?- zamurowało mnie.
- Słuchaj wydajesz się fajny ale ja już kogoś mam
- Aha spoko- widać było że mu to nie pasowało -To hej -pomachał i szybko odszedł mrucząc coś pod nosem. Wydawał mi się strasznie dziwny
środa, 21 czerwca 2017
Rozdział 8
Logan
Zacząłem szukać chłopaków. Kendall i Carlos byli na basenie. Domyśliłem się że James jest nadal u Belli, ale postanowiłem go tam zostawić.
- Co się stało, pali się czy co?! - oburzył się Carlos kiedy pociągnąłem ich za rękawy.
- Słuchajcie, dziewczyny wyjeżdżają do Londynu
- Dlaczego?- zapytał zdziwiony Kendall.
- Ich mama załatwiła im prace w jakim studiu nagraniowym. Ale mam plan jak je z tego wyciągnąć- chłopaki podeszli bliżej do mnie - Carlos, ty musisz znaleźć numer tego faceta od tamtego studia
- Jasne- odparł chłopak i poklepał swój kask
- Kendall ty musisz jakoś zdobyć numer mamy Marli i Belli- blondyn pokiwał głową -Musimy zdążyć przed czwartkiem, albo będzie za późno
Marla
Siedziałam w pokoju już od dłuższego czasu. Nagle ktoś zapukał. Miałam cichą nadzieje że to Logan więc kazałam temu komuś wejść. To jednak był Kendall.
- Co słychać? - powiedział
- Nic.... Co tu robisz?- nie ukrywam że byłam zdziwiona.
- Słuchaj, masz może tu gdzieś telefon?- spytał nagle.
- Tak leży tam - wskazałam na szafkę koło łóżka.
- A mogę go na chwile zobaczyć?
Po co mu mój telefon?- pomyślałam. Czyżby to był jakiś podstęp? Mimo to dałam mu go do ręki. Długo czegoś w nim szukał.
- Możesz mi powiedzieć czego tam tak szukasz?- spytałam po dłuższej chwili. Odezwał się dopiero po 2 minutach
- A masz może kartkę i długopis? - wydawał się coraz bardziej dziwny. Dałam mu to o co prosił. Szybko coś napisał na tej kartce
- Dzięki- odpowiedział i wybiegł z pokoju.
Z nim chyba jest coś nie halo- pomyślałam
Kendall
Ok udało mi się zdobyć numer telefonu mamy Marli. Nawet nie sądziłem że to będzie takie proste. Po drodze do Logana, Zobaczyłem Carlosa, szukającego czegoś w internecie.
- Mam! - wrzasnął na cały korytarz. Wszyscy zaczęli się na niego gapić
- Co masz?- zapytałem
- Numer tego gościa od studia!
- Super, chodźmy do Logana- i czym prędzej pobiegliśmy w strone pokoju.
W środku zastaliśmy Jamesa. Najwyraźniej Logan coś mu tłumaczył. Wydaje mi się że plan związany z dziewczynami.
- Jesteście! Macie telefony?- Zapytał po chwili Logan
- Tak- odparł Carlos. Podaliśmy mu karteczki z numerami.
Logan
Tak! Chłopaki znaleźli numery. Nie sądziłem że uda się im to jeszcze dzisiaj. Mój plan był dość prosty: najpierw trzeba zadzwonić do tego faceta z Londynu że dziewczyny nie mogą jechać. Później wystarczy tylko podszyć się pod kogoś z tamtego studia i zadzwonić że z jakiejś przyczyny dziewczyny nie mogą tam przyjechać. Najpierw zadzwoniłem do tamtego faceta.
- Halo ?
- Dzień dobry - próbowałem naśladować kobiecy głos. Nieźle mi to szło - Tu Patricia ( imię mamy Marli i Belli) Smith. Chciałabym panu powiedzieć że dziewczynki nie mogą przyjechać.
- Tak? A co się stało?
- Yyy...- nie spodziewałem się takiego pytania -Bo zachorowały na tę... grypę...- palnąłem
- Aha... - widać faceta zdziwiła moja odpowiedz - No trudno. Proszę je ode mnie pozdrowić. Do usłyszenia- i rozłączył się
-Grypa kanibalska... Serio?? - Jamesowi nie podobała się moja odpowiedz
- Wymyśl coś lepszego geniuszu!- warknąłem
- Dobra, spoko nie złość się- uspokajał mnie- teraz zadzwoń do ich mamy.
Wybrałem numer. Chwilę później w słuchawce odezwał się kobiecy głos.
- Tak?
- Dzień dobry, czy dodzwoniłem się do pani Patricii Smith? Tu asystent pana Browna
- Tak w jakiej sprawie pan do mnie dzwoni?
- Niestety pani córki nie mogą tu przyjechać. Ich miejsce zajęła Lady Gaga Bardzo mi przykro ale rozumie pani, takiej gwieździe się nie odmawia
- Och.. tak oczywiście rozumiem, no trudno
- Do usłyszenia- jak najszybciej się rozłączyłem. Chyba się udało. Super, dziewczyny zostają!
Marla
Zadzwonił mi telefon. To była mama
- Córciu niestety razem z siostrą zostajecie w Palm Woods- miałam ochotę skakać ze szczęścia
- Serio? dlaczego ? - spytałam ze słyszalnym w głosie entuzjazmem
- Pan Brown powiedział że na wasze miejsce zgłosiła się Lady Gaga,a jej nie można odmówić.
- No fakt..
- Dobrze słonko ja kończę pa
- Pa- gdy tylko się rozłączyła zaczęłam piszczeć ze szczęścia.
Od razu pobiegłam do Belli i wszystko jej opowiedziałam.
- Seri?! Choć, idziemy do chłopaków ! - zanim cokolwiek powiedziałam wzięła mnie za rękę i pociągnęła w kierunku ich pokoju.
- Zostajemy! - wrzasnęła kiedy tylko otworzyli nam drzwi.
- Super! - krzyknęli niemal wszyscy jednocześnie. James podniósł Belle do góry i zaczął nią wymachiwać ze wszystkie strony. Nagle poczułam że mnie też ktoś podnosi. To był oczywiście Logan. Również zaczął wymachiwać mną w powietrzu.
- To super!- powiedział kiedy w końcu odstawił mnie na ziemie -Nawet nie wiecie jak się cieszymy!- pocałował mnie. To samo powtórzył James. Oczywiście nie mnie pocałował tylko Belle.Byłyśmy wtedy takie szczęśliwe.
Następnego dnia zadzwonił telefon.
- Halo?
- Cześć Marla - to była mama -Musimy pogadać..
Zacząłem szukać chłopaków. Kendall i Carlos byli na basenie. Domyśliłem się że James jest nadal u Belli, ale postanowiłem go tam zostawić.
- Co się stało, pali się czy co?! - oburzył się Carlos kiedy pociągnąłem ich za rękawy.
- Słuchajcie, dziewczyny wyjeżdżają do Londynu
- Dlaczego?- zapytał zdziwiony Kendall.
- Ich mama załatwiła im prace w jakim studiu nagraniowym. Ale mam plan jak je z tego wyciągnąć- chłopaki podeszli bliżej do mnie - Carlos, ty musisz znaleźć numer tego faceta od tamtego studia
- Jasne- odparł chłopak i poklepał swój kask
- Kendall ty musisz jakoś zdobyć numer mamy Marli i Belli- blondyn pokiwał głową -Musimy zdążyć przed czwartkiem, albo będzie za późno
Marla
Siedziałam w pokoju już od dłuższego czasu. Nagle ktoś zapukał. Miałam cichą nadzieje że to Logan więc kazałam temu komuś wejść. To jednak był Kendall.
- Co słychać? - powiedział
- Nic.... Co tu robisz?- nie ukrywam że byłam zdziwiona.
- Słuchaj, masz może tu gdzieś telefon?- spytał nagle.
- Tak leży tam - wskazałam na szafkę koło łóżka.
- A mogę go na chwile zobaczyć?
Po co mu mój telefon?- pomyślałam. Czyżby to był jakiś podstęp? Mimo to dałam mu go do ręki. Długo czegoś w nim szukał.
- Możesz mi powiedzieć czego tam tak szukasz?- spytałam po dłuższej chwili. Odezwał się dopiero po 2 minutach
- A masz może kartkę i długopis? - wydawał się coraz bardziej dziwny. Dałam mu to o co prosił. Szybko coś napisał na tej kartce
- Dzięki- odpowiedział i wybiegł z pokoju.
Z nim chyba jest coś nie halo- pomyślałam
Kendall
Ok udało mi się zdobyć numer telefonu mamy Marli. Nawet nie sądziłem że to będzie takie proste. Po drodze do Logana, Zobaczyłem Carlosa, szukającego czegoś w internecie.
- Mam! - wrzasnął na cały korytarz. Wszyscy zaczęli się na niego gapić
- Co masz?- zapytałem
- Numer tego gościa od studia!
- Super, chodźmy do Logana- i czym prędzej pobiegliśmy w strone pokoju.
W środku zastaliśmy Jamesa. Najwyraźniej Logan coś mu tłumaczył. Wydaje mi się że plan związany z dziewczynami.
- Jesteście! Macie telefony?- Zapytał po chwili Logan
- Tak- odparł Carlos. Podaliśmy mu karteczki z numerami.
Logan
Tak! Chłopaki znaleźli numery. Nie sądziłem że uda się im to jeszcze dzisiaj. Mój plan był dość prosty: najpierw trzeba zadzwonić do tego faceta z Londynu że dziewczyny nie mogą jechać. Później wystarczy tylko podszyć się pod kogoś z tamtego studia i zadzwonić że z jakiejś przyczyny dziewczyny nie mogą tam przyjechać. Najpierw zadzwoniłem do tamtego faceta.
- Halo ?
- Dzień dobry - próbowałem naśladować kobiecy głos. Nieźle mi to szło - Tu Patricia ( imię mamy Marli i Belli) Smith. Chciałabym panu powiedzieć że dziewczynki nie mogą przyjechać.
- Tak? A co się stało?
- Yyy...- nie spodziewałem się takiego pytania -Bo zachorowały na tę... grypę...- palnąłem
- Aha... - widać faceta zdziwiła moja odpowiedz - No trudno. Proszę je ode mnie pozdrowić. Do usłyszenia- i rozłączył się
-Grypa kanibalska... Serio?? - Jamesowi nie podobała się moja odpowiedz
- Wymyśl coś lepszego geniuszu!- warknąłem
- Dobra, spoko nie złość się- uspokajał mnie- teraz zadzwoń do ich mamy.
Wybrałem numer. Chwilę później w słuchawce odezwał się kobiecy głos.
- Tak?
- Dzień dobry, czy dodzwoniłem się do pani Patricii Smith? Tu asystent pana Browna
- Tak w jakiej sprawie pan do mnie dzwoni?
- Niestety pani córki nie mogą tu przyjechać. Ich miejsce zajęła Lady Gaga Bardzo mi przykro ale rozumie pani, takiej gwieździe się nie odmawia
- Och.. tak oczywiście rozumiem, no trudno
- Do usłyszenia- jak najszybciej się rozłączyłem. Chyba się udało. Super, dziewczyny zostają!
Marla
Zadzwonił mi telefon. To była mama
- Córciu niestety razem z siostrą zostajecie w Palm Woods- miałam ochotę skakać ze szczęścia
- Serio? dlaczego ? - spytałam ze słyszalnym w głosie entuzjazmem
- Pan Brown powiedział że na wasze miejsce zgłosiła się Lady Gaga,a jej nie można odmówić.
- No fakt..
- Dobrze słonko ja kończę pa
- Pa- gdy tylko się rozłączyła zaczęłam piszczeć ze szczęścia.
Od razu pobiegłam do Belli i wszystko jej opowiedziałam.
- Seri?! Choć, idziemy do chłopaków ! - zanim cokolwiek powiedziałam wzięła mnie za rękę i pociągnęła w kierunku ich pokoju.
- Zostajemy! - wrzasnęła kiedy tylko otworzyli nam drzwi.
- Super! - krzyknęli niemal wszyscy jednocześnie. James podniósł Belle do góry i zaczął nią wymachiwać ze wszystkie strony. Nagle poczułam że mnie też ktoś podnosi. To był oczywiście Logan. Również zaczął wymachiwać mną w powietrzu.
- To super!- powiedział kiedy w końcu odstawił mnie na ziemie -Nawet nie wiecie jak się cieszymy!- pocałował mnie. To samo powtórzył James. Oczywiście nie mnie pocałował tylko Belle.Byłyśmy wtedy takie szczęśliwe.
Następnego dnia zadzwonił telefon.
- Halo?
- Cześć Marla - to była mama -Musimy pogadać..
Rozdział 7
Bella
Widziałam jak Logan pocałował Marle, szczęściara z niej. Jeśli chodzi o mnie i Jamesa to jak narazie wszystko stoi w miejscu. Nagle zadzwonił mi telefon. To była mama więc odebrałam
- Hej córciu
- Cześć mamo -powiedziałam - Czemu dzwonisz?
- Mam dla was świetną wiadomość! Jedziecie do Londynu!
- Słucham?! - od razu pomyślałam o Marli
- Będziecie nagrywać piosenki w studiu w Anglii!- Zamurowało mnie. Jak ja to powiem siostrze?
- Ale jak to? - nie mogłam uwierzyć że mama wysyła nas do Londynu.
- Okazało się że wasz wujek zna faceta, który jest właścicielem największego studia nagraniowego. Wysłałam mu kilka waszych piosenek i was zatrudnił. Cieszycie się?
- Ale mamo nam się tu dobrze nagrywa ... - próbowałam to odkręcić.
- Ale tam będzie lepiej. Ja kończę. Możecie zacząć się pakować. W czwartek macie samolot. Pa!- i rozłączyła się.
W czwartek? Przecież to za cztery dni! To jakiś koszmar. Może w innych okolicznościach cieszyłabym się z tego, ale co będzie z Marlą i Loganem? Co z Jamesem?
Marla
Byłam zmęczona ale szczęśliwa. Nie wierze w to co się stało, normalnie nie wierze! Tańczyłam z Loganem jeszcze kilkanaście minut. Kątem oka zauważyłam że Bella idzie w stronę pokoju. Zaniepokoiło mnie to.
- Zaraz wrócę - oznajmiłam Loganowi i ruszyłam za siostrą. Siedziałam na kanapie w pokoju, w oczach miała łzy.
- Co się stało?
- Wyjeżdżamy...
- Słucham?! - aż krzyknęłam. Jak to, teraz?!
- Mama załatwiła nam prace w studiu nagraniowym a Anglii, samolot mamy w czwartek...
Nie, nie,to tylko zły sen. Jak mogła nam to zrobić. Od razu do niej zadzwoniłam:
- Halo?
- Cześć mamo.
- Cześć Marla siostra przekazała ci wiadomość?- w jej głosie słychać było radość
- Mamo, ale my wcale nie chcemy jechać
- Dlaczego? To wielka szansa dla was
- Zrozum, zakochałyśmy się.
Przez chwile się nie odzywała, jakby zabrakło jej argumentów.
- Na miłość przyjdzie jeszcze czas.
- Ale mamo...
- Bez dyskusji! Lecicie w czwartek i już. Pa! - rozłączyła się. Ta, dla niej zawsze kariera była ważniejsza niż cokolwiek na świecie. Wkurzona pobiegłam do swojego pokoju i zatrzasnęłam drzwi.
James
Wszyscy nadal bawili się na imprezie Marli, ale jej na niej nie było. Nie zauważyłem także Belli. Zdziwiło mnie to. Postanowiłem pójść do ich pokoju.
- Gdzie idziesz? - spytał mnie Logan
- Do pokoju dziewczyn, od dłuższego czasu ich nie ma.
- Idę z tobą- kiwnąłem głową i poszliśmy. Zapukałem do drzwi. Usłyszałem czyjś głos. Weszliśmy. Zastaliśmy w środku Belle. Oczy błyszczały jej od łez.
- Co się stało? - usiadłem koło niej
- My... my... wyjeżdżamy w czwartek- zakryła twarz dłońmi. Przytuliłem ją. Wiedziałem że cierpi. Spojrzałem na Logana. Miał otwarte usta ze zdziwienia. Chwile później wybiegł na zewnątrz. Zostałem sam z Bellą.
- I nic nie da się zrobić? - próbowałem jakoś ją pocieszyć.
- Nie, mama twierdzi że kariera jest najważniejsza i wcale jej nie obchodzi że się zakochałam! - prawie wykrzyknęła ostatnie słowa. Spojrzała na mnie jakby przeraziła się tym co przed chwilą powiedziała. Domyśliłem że chodzi jej o mnie. Ulżyło mi. Od dawna czułem do niej to samo. Pocałowałem ją. Zdziwiła się, zresztą nie dziwie się jej. Żałowałem że nie powiedziałem jej o tym wcześniej...
Logan
Nie, no ludzie, zlitujcie się wreszcie! Dlaczego akurat ona musi wyjeżdżać?
Ehh... Może jeszcze da się coś zrobić... Zaraz... Chyba mam pomysł- pomyślałem i pobiegłem do pokoju, żeby wszystko na spokojnie przemyśleć
Widziałam jak Logan pocałował Marle, szczęściara z niej. Jeśli chodzi o mnie i Jamesa to jak narazie wszystko stoi w miejscu. Nagle zadzwonił mi telefon. To była mama więc odebrałam
- Hej córciu
- Cześć mamo -powiedziałam - Czemu dzwonisz?
- Mam dla was świetną wiadomość! Jedziecie do Londynu!
- Słucham?! - od razu pomyślałam o Marli
- Będziecie nagrywać piosenki w studiu w Anglii!- Zamurowało mnie. Jak ja to powiem siostrze?
- Ale jak to? - nie mogłam uwierzyć że mama wysyła nas do Londynu.
- Okazało się że wasz wujek zna faceta, który jest właścicielem największego studia nagraniowego. Wysłałam mu kilka waszych piosenek i was zatrudnił. Cieszycie się?
- Ale mamo nam się tu dobrze nagrywa ... - próbowałam to odkręcić.
- Ale tam będzie lepiej. Ja kończę. Możecie zacząć się pakować. W czwartek macie samolot. Pa!- i rozłączyła się.
W czwartek? Przecież to za cztery dni! To jakiś koszmar. Może w innych okolicznościach cieszyłabym się z tego, ale co będzie z Marlą i Loganem? Co z Jamesem?
Marla
Byłam zmęczona ale szczęśliwa. Nie wierze w to co się stało, normalnie nie wierze! Tańczyłam z Loganem jeszcze kilkanaście minut. Kątem oka zauważyłam że Bella idzie w stronę pokoju. Zaniepokoiło mnie to.
- Zaraz wrócę - oznajmiłam Loganowi i ruszyłam za siostrą. Siedziałam na kanapie w pokoju, w oczach miała łzy.
- Co się stało?
- Wyjeżdżamy...
- Słucham?! - aż krzyknęłam. Jak to, teraz?!
- Mama załatwiła nam prace w studiu nagraniowym a Anglii, samolot mamy w czwartek...
Nie, nie,to tylko zły sen. Jak mogła nam to zrobić. Od razu do niej zadzwoniłam:
- Halo?
- Cześć mamo.
- Cześć Marla siostra przekazała ci wiadomość?- w jej głosie słychać było radość
- Mamo, ale my wcale nie chcemy jechać
- Dlaczego? To wielka szansa dla was
- Zrozum, zakochałyśmy się.
Przez chwile się nie odzywała, jakby zabrakło jej argumentów.
- Na miłość przyjdzie jeszcze czas.
- Ale mamo...
- Bez dyskusji! Lecicie w czwartek i już. Pa! - rozłączyła się. Ta, dla niej zawsze kariera była ważniejsza niż cokolwiek na świecie. Wkurzona pobiegłam do swojego pokoju i zatrzasnęłam drzwi.
James
Wszyscy nadal bawili się na imprezie Marli, ale jej na niej nie było. Nie zauważyłem także Belli. Zdziwiło mnie to. Postanowiłem pójść do ich pokoju.
- Gdzie idziesz? - spytał mnie Logan
- Do pokoju dziewczyn, od dłuższego czasu ich nie ma.
- Idę z tobą- kiwnąłem głową i poszliśmy. Zapukałem do drzwi. Usłyszałem czyjś głos. Weszliśmy. Zastaliśmy w środku Belle. Oczy błyszczały jej od łez.
- Co się stało? - usiadłem koło niej
- My... my... wyjeżdżamy w czwartek- zakryła twarz dłońmi. Przytuliłem ją. Wiedziałem że cierpi. Spojrzałem na Logana. Miał otwarte usta ze zdziwienia. Chwile później wybiegł na zewnątrz. Zostałem sam z Bellą.
- I nic nie da się zrobić? - próbowałem jakoś ją pocieszyć.
- Nie, mama twierdzi że kariera jest najważniejsza i wcale jej nie obchodzi że się zakochałam! - prawie wykrzyknęła ostatnie słowa. Spojrzała na mnie jakby przeraziła się tym co przed chwilą powiedziała. Domyśliłem że chodzi jej o mnie. Ulżyło mi. Od dawna czułem do niej to samo. Pocałowałem ją. Zdziwiła się, zresztą nie dziwie się jej. Żałowałem że nie powiedziałem jej o tym wcześniej...
Logan
Nie, no ludzie, zlitujcie się wreszcie! Dlaczego akurat ona musi wyjeżdżać?
Ehh... Może jeszcze da się coś zrobić... Zaraz... Chyba mam pomysł- pomyślałem i pobiegłem do pokoju, żeby wszystko na spokojnie przemyśleć
środa, 2 listopada 2016
Rozdział??
Hej! Pod tym postem zadawajcie mi jakiekolwiek pytania i w najbliższym czasie zrobię takie małe Q&A. Z mojej strony to tyle, do rozdziału, pa
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)