czwartek, 22 czerwca 2017

Rozdział 9

Marla
- Co się stało?- spytała przerażona. Głos mamy był dość groźny.
- Powiedz mi proszę, jak się czujecie?
- Dobrze, czemu pytasz?- zapytałam zdziwiona.
- Bo niedawno zadzwonił pan Brown i powiedział mi żebym życzyła wam zdrowia. I powiedział że podobno chorujecie na jakąś grypę kanibalską
- Grypa kanibalska? Pierwsze słyszę- na serio nie wiedziałam o co chodzi
- Nie udawaj! Wy to wszystko wymyśliłyście. I wiesz co? Lady Gaga nie przyjeżdża do Londynu, miejsce wolne. Samolot macie w czwartek o godzinie 13:00 na lotnisku International. Do zobaczenia! - krzyknęła i rozłączyła się. Ale ja serio nie wiedziałam o co chodzi z tą całą grypą. Wiem jedynie że jednak lecimy. Ale tamto nie daje mi spokoju. Kto mógł coś takiego wymyślić, tylko po to żebyśmy zostały? Chyba już wiem. Pobiegłam do Belli
- Jednak jedziemy- powiedziałam, gdy tylko ją zobaczyłam. Patrzyła z niedowierzaniem, ale miała też smutek w oczach- Samolot mamy w piątek o 13.00- pokiwała głową. Poszła do swojego pokoju. Chyba zaczęła się pakować. W końcu piątek był już za dwa dni. Ja poszłam do chłopaków, podzielić się złą nowiną. 
- Ale jak to?!- wykrzyknęli wszyscy razem
- Tak to. Tak w ogóle to dzięki- spojrzeli na mnie jak na wariatkę
- Ale za? - zapytał Carlos
- Za tą sprawę z tą jakąś tam grypą
- Kanibalską? 
- Tak
- To był pomysł Logana- wskazał na ciemnookiego James 
Brunet uśmiechnął się, ale zaraz posmutniał. Podbiegłam do niego i przytuliłam go. Byłam mu wdzięczna mimo to, że jego plan się nie powiódł. Powiedziałam chłopakom, że muszę iść się pakować. Ruszyłam w stronę pokoju. Bella w połowie była już spakowana. Poszłam do siebie. Włączyłam płytę "Elevate" i zaczęłam się pakować. Nie wiem czy to można było nazważ pakowaniem, raczej upychaniem wszystkich rzeczy do walizki. Szło mi to bardzo wolno. Nie śpieszyło mi się zbytnio do wyjazdu. Po kilku godzinach byłam gotowa. Położyłam się na łóżku i myślałam co teraz będzie. Przecież to nie może się tak po prostu skończyć. Chwilę później dostałam smsa.
"Wyjdź na dwór i weź ze sobą Belle ;) Logan xx"
Jeszcze przez moment patrzyłam na ekran telefonu. Ocknęłam się po kilku sekundach. Poszłam po Belle i wyszłyśmy na dwór. Myślałam że zaraz padnę. Zobaczyłam tam dwie bryczki zaprzęgnięte w białe konie. Szczęka mi opadła. Dosłownie. Zza koni wyłonili się James i Logan. James wziął za rękę moją siostrę i wsiedli do pierwszej bryczki. Logan podszedł do mnie. 
- Ma pani ochotę na małą przejażdżkę? - spytał udając dżentelmena. Nie potrafiła wydobyć z siebie żadnego słowa. Kiwnęłam tylko głową. Wsiedliśmy do drugiej bryczki i konie ruszyły. Wszyscy ludzie po drodze patrzyli się na nas. Ale wcale mi to nie przeszkadzało.  Rozmawiałam z Loganem o wszystkim, chyba po raz pierwszy w życiu. To było niesamowite. Nagle znienacka pocałował mnie. Uśmiechnęłam się i przytuliłam do niego. Chciałam żeby ta chwila trwała wiecznie 
Hej miśki! Z góry przepraszam że taki krótki no ale niestety nie mam weny. Podobał się rozdział? Jeśli tak to proszę o miłe komentarze. Do następnego misie!

Rozdział 11

Marla
Nie mam zielonego pojęcia ile leciałyśmy, ale dłużyło mi się to niesamowicie. Na lotnisku w Londynie czekał na nas szofer.
- Witam panienki, nazywam się John White- przedstawił się i schował nasze walizki do bagażnika. Wsiadłyśmy do czarnej limuzyny i odjechałyśmy. Cały czas patrzyłam przez okno. Nadal w to nie wierze, wyjechałam. Nie, zamknę oczy a kiedy je otworze znowu będę w Palm Woods...
- Jesteśmy na miejscu, panienki. To wasz hotel- z głębokiego namysłu wyrwał mnie głos pana White'a. Staliśmy przed ogromnym hotelem. Weszłyśmy do środka. Cały korytarz wypełniony był jakimiś kwiatami. Nie znam się na roślinach więc nie mam pojęcia co to jest. Nasz apartament był na 15, ostatnim piętrze. Był wielki! Po prawej stronie był salon z wielkimi oknami. Za nim były dwa pokoje, jeden mój, drugi Belli. W obydwóch były ogromne balkonu. Łazienkę każda miała oddzielną. Po lewej stronie była ogromna kuchnia z wielkim stołem. Wszystko było super, niby super. Poszłam do swojego pokoju i otworzyłam walizkę. Na początku wyjęłam wielki plakat Big Time Rush i powiesiłam go nad łóżkiem. Później dopiero wypakowałam ubrania i buty. Do studia miałyśmy pójść dopiero jutro. Wyszłam na balkon i rozejrzałam się po okolicy. Nie powiem widok był fajny. Widziałam stamtąd Big Bena, London Eye, mnóstwo ludzi i innych budynków. Jednak nie zapomniałam jak było w L.A., a było tam o wiele lepiej między innymi dla tego że tam był Logan
- Co tam?- podeszła do mnie Bella.
- Spoko- nie chciało mi się teraz z nią gadać, miałam doła.
- Będzie dobrze zobaczysz- starała się mnie pocieszyć, lecz to nic nie pomagało -Idę się przejść po okolicy, idziesz ze mną?
- Tak może to mi dobrze zrobi- wzięłam okulary przeciwsłoneczne i wyszłyśmy.
Po drodze kilka osób prosiło nas o autografy. Zdziwiło mnie to bo myślałam że znają nas tylko w Ameryce. Ale z chęcią pozowałyśmy do zdjęć, rozmawiałyśmy z tymi ludźmi. Nawet na moment zapomniałam o tym załamaniu.
- Hej, jestem Tom- przedstawił się dość wysoki brunet -Wy jesteście Marla i Bella?
- Tak to my.
- Co robicie w Londynie, nie powinnyście być w Ameryce?
- Powinnyśmy, ale mam znalazła nam prace w studiu tutaj- powiedziała Bella. Od razu posmutniałam.
- Coś nie tak?- zapytał ten cały Tom. Zdziwiłam się.
- Nie wszystko gra. Po prostu jeszcze nikogo tu nie znamy i niezbyt orientujemy się w terenie
- Mogę was oprowadzić
- Nie dzięki, narazie dajemy rade.
- Ok, jakbyście czegoś chciały, to mój numer- wręczył mi karteczkę ze swoim numerem. - Pa- mrugnął do mnie. Przynajmniej tak mi się zdawało.
Ok, dziwne -pomyślałam.
- Nie wiem jak ty ale ja idę do domu- powiedziałam gdy tylko Tom odszedł.
- Spoko, ja może jeszcze troch tu pochodzę- Bella pożegnała się ze mną i poszła dalej. Ja natomiast tak jak mówiłam wróciłam do domu.Włączyłam MTV. Właśnie puszczali teledysk do nowej piosenki BTR "Never let you go" (tytuł wymyślony bo chyba nie mają takiej piosenki)
Po nim był krótki wywiad z Loganem i Jamesem.
- Podobno to wy napisaliście tekst tej piosenki, to prawda?
- Tak to prawda- spojrzałam na ekran. Wypowiadał się Logan. - Napisaliśmy to z myślą o naszych przyjaciółkach, które niedawno wyjechały do Londynu.
- Pozdrawiam cię Bella- James pomachał do kamery.
- A ja ciebie Marla- Logan również pomachał. Uśmiechnęłam się pod nosem. Chwilę później do mieszkania weszła Bella.
- I co? Koniec zwiedzania?- zapytałam ją.
- Tak, nie chce mi się już łazić. Idę pod prysznic- powiedziała i wyszła.
Następnego dnia
Wczorajszy dzień minął mi zadziwiająco szybko. Dzisiaj o 11 miałyśmy iść do studia. Gdy było 10:40 wyszłyśmy z domu. Na miejsce dotarłyśmy na czas.
- Dzień dobry - u progu powitał na pan Brown - Jak miło że przyjechałyście. Chodźcie, oprowadzę was.
Pan Brown pokazał nam wszystko między innymi studio nagraniowe, bufet i jego gabinet. Był bardzo miły. Już miałyśmy wychodzić, kiedy zobaczyłam tamtego Toma z miasta. Okazało się że tutaj pracuje.
- Nie wiedziałem że będziecie tu nagrywać- powiedział z słyszalną radością w głosie.
- A my nie wiedziałyśmy że tu pracujesz- odpowiedziała mu Bella. Uśmiechnął się.
- Słuchaj możemy pogadać?- zwrócił się do mnie. Pokiwałam głową. Odeszliśmy kilka kroków dalej.
- Może chciałabyś się jutro spotkać?- zapytał
- Słucham?
- No, czy chciałabyś się ze mną umówić?- zamurowało mnie.
- Słuchaj wydajesz się fajny ale ja już kogoś mam
- Aha spoko- widać było że mu to nie pasowało -To hej -pomachał i szybko odszedł mrucząc coś pod nosem. Wydawał mi się strasznie dziwny

środa, 21 czerwca 2017

Rozdział 8

Logan
Zacząłem szukać chłopaków. Kendall i Carlos byli na basenie. Domyśliłem się że James jest nadal u Belli, ale postanowiłem go tam zostawić.
- Co się stało, pali się czy co?! - oburzył się Carlos kiedy pociągnąłem ich za rękawy.
- Słuchajcie, dziewczyny wyjeżdżają do Londynu
- Dlaczego?- zapytał zdziwiony Kendall.
- Ich mama załatwiła im prace w jakim studiu nagraniowym. Ale mam plan jak je z tego wyciągnąć- chłopaki podeszli bliżej do mnie - Carlos, ty musisz znaleźć numer tego faceta od tamtego studia
- Jasne- odparł chłopak i poklepał swój kask
- Kendall ty musisz jakoś zdobyć numer mamy Marli i Belli- blondyn pokiwał głową -Musimy zdążyć przed czwartkiem, albo będzie za późno
Marla
Siedziałam w pokoju już od dłuższego czasu. Nagle ktoś zapukał. Miałam cichą nadzieje że to Logan więc kazałam temu komuś wejść. To jednak był Kendall.
- Co słychać? - powiedział
- Nic.... Co tu robisz?- nie ukrywam że byłam zdziwiona.
- Słuchaj, masz może tu gdzieś telefon?- spytał nagle.
- Tak leży tam - wskazałam na szafkę koło łóżka.
- A mogę go na chwile zobaczyć?
Po co mu mój telefon?- pomyślałam. Czyżby to był jakiś podstęp? Mimo to dałam mu go do ręki. Długo czegoś w nim szukał.
- Możesz mi powiedzieć czego tam tak szukasz?- spytałam po dłuższej chwili. Odezwał się dopiero po 2 minutach
- A masz może kartkę i długopis? - wydawał się coraz bardziej dziwny. Dałam mu to o co prosił.  Szybko coś napisał na tej kartce
- Dzięki- odpowiedział i wybiegł z pokoju.
Z nim chyba jest coś nie halo- pomyślałam
Kendall
Ok udało mi się zdobyć numer telefonu mamy Marli. Nawet nie sądziłem że to będzie takie proste. Po drodze do Logana, Zobaczyłem Carlosa, szukającego czegoś w internecie.
- Mam! - wrzasnął na cały korytarz. Wszyscy zaczęli się na niego gapić
- Co masz?- zapytałem
- Numer tego gościa od studia!
- Super, chodźmy do Logana- i czym prędzej pobiegliśmy w strone pokoju.
W środku zastaliśmy Jamesa. Najwyraźniej Logan coś mu tłumaczył. Wydaje mi się że plan związany z dziewczynami.
- Jesteście! Macie telefony?- Zapytał po chwili Logan
- Tak- odparł Carlos. Podaliśmy mu karteczki z numerami.
Logan
Tak! Chłopaki znaleźli numery. Nie sądziłem że uda się im to jeszcze dzisiaj. Mój plan był dość prosty: najpierw trzeba zadzwonić do tego faceta z Londynu że dziewczyny nie mogą jechać. Później wystarczy tylko podszyć się pod kogoś z tamtego studia i zadzwonić że z jakiejś przyczyny dziewczyny nie mogą tam przyjechać. Najpierw zadzwoniłem do tamtego faceta.
- Halo ?
- Dzień dobry - próbowałem naśladować kobiecy głos. Nieźle mi to szło - Tu Patricia ( imię mamy Marli i Belli) Smith. Chciałabym panu powiedzieć że dziewczynki nie mogą przyjechać.
- Tak? A co się stało?
- Yyy...- nie spodziewałem się takiego pytania -Bo zachorowały na tę... grypę...- palnąłem
- Aha... - widać faceta zdziwiła moja odpowiedz - No trudno. Proszę je ode mnie pozdrowić. Do usłyszenia- i rozłączył się
-Grypa kanibalska... Serio?? - Jamesowi nie podobała się moja odpowiedz
- Wymyśl coś lepszego geniuszu!- warknąłem
- Dobra, spoko nie złość się- uspokajał mnie- teraz zadzwoń do ich mamy.
Wybrałem numer. Chwilę później w słuchawce odezwał się kobiecy głos.
- Tak?
- Dzień dobry, czy dodzwoniłem się do pani Patricii Smith? Tu asystent pana Browna
- Tak w jakiej sprawie pan do mnie dzwoni?
- Niestety pani córki nie mogą tu przyjechać. Ich miejsce zajęła Lady Gaga Bardzo mi przykro ale rozumie pani, takiej gwieździe się nie odmawia
- Och.. tak oczywiście rozumiem, no trudno
- Do usłyszenia- jak najszybciej się rozłączyłem. Chyba się udało. Super, dziewczyny zostają!
Marla
Zadzwonił mi telefon. To była mama
- Córciu niestety razem z siostrą zostajecie w Palm Woods- miałam ochotę skakać ze szczęścia
- Serio? dlaczego ? - spytałam ze słyszalnym w głosie entuzjazmem
- Pan Brown powiedział że na wasze miejsce zgłosiła się Lady Gaga,a jej nie można odmówić.
- No fakt..
- Dobrze słonko ja kończę pa
- Pa- gdy tylko się rozłączyła zaczęłam piszczeć ze szczęścia.
Od razu pobiegłam do Belli i wszystko jej opowiedziałam.
- Seri?! Choć, idziemy do chłopaków ! - zanim cokolwiek powiedziałam wzięła mnie za rękę i pociągnęła w kierunku ich pokoju.
- Zostajemy! - wrzasnęła kiedy tylko otworzyli nam drzwi.
- Super! - krzyknęli niemal wszyscy jednocześnie. James podniósł Belle do góry i zaczął nią wymachiwać ze wszystkie strony. Nagle poczułam że mnie też ktoś podnosi. To był oczywiście Logan. Również zaczął wymachiwać mną w powietrzu.
- To super!- powiedział kiedy w końcu odstawił mnie na ziemie -Nawet nie wiecie jak się cieszymy!- pocałował mnie. To samo powtórzył James. Oczywiście nie mnie pocałował tylko Belle.Byłyśmy wtedy takie szczęśliwe.
Następnego dnia zadzwonił telefon.
- Halo?
- Cześć Marla - to była mama -Musimy pogadać..

Rozdział 7

Bella
Widziałam jak Logan pocałował Marle, szczęściara z niej. Jeśli chodzi o mnie i Jamesa to jak narazie wszystko stoi w miejscu. Nagle zadzwonił mi telefon. To była mama więc odebrałam
- Hej córciu
- Cześć mamo -powiedziałam - Czemu dzwonisz?
- Mam dla was świetną wiadomość! Jedziecie do Londynu!
- Słucham?! - od razu pomyślałam o Marli
- Będziecie nagrywać piosenki w studiu w Anglii!- Zamurowało mnie. Jak ja to powiem siostrze?
- Ale jak to? - nie mogłam uwierzyć że mama wysyła nas do Londynu.
- Okazało się że wasz wujek zna faceta, który jest właścicielem największego studia nagraniowego. Wysłałam mu kilka waszych piosenek i was zatrudnił. Cieszycie się?
- Ale mamo nam się tu dobrze nagrywa ... - próbowałam to odkręcić.
- Ale tam będzie lepiej. Ja kończę. Możecie zacząć się pakować. W czwartek macie samolot. Pa!- i rozłączyła się.
W czwartek? Przecież to za cztery dni! To jakiś koszmar. Może w innych okolicznościach cieszyłabym się z tego, ale co będzie z Marlą i Loganem? Co z Jamesem?
Marla
Byłam zmęczona ale szczęśliwa. Nie wierze w to co się stało, normalnie nie wierze! Tańczyłam z Loganem jeszcze kilkanaście minut. Kątem oka zauważyłam że Bella idzie w stronę pokoju. Zaniepokoiło mnie to.
- Zaraz wrócę - oznajmiłam Loganowi i ruszyłam za siostrą. Siedziałam na kanapie w pokoju, w oczach miała łzy.
- Co się stało?
- Wyjeżdżamy...
- Słucham?! - aż krzyknęłam. Jak to, teraz?!
- Mama załatwiła nam prace w studiu nagraniowym a Anglii, samolot mamy w czwartek...
Nie, nie,to tylko zły sen. Jak mogła nam to zrobić. Od razu do niej zadzwoniłam:
- Halo?
- Cześć mamo.
- Cześć Marla siostra przekazała ci wiadomość?- w jej głosie słychać było radość
- Mamo, ale my wcale nie chcemy jechać
- Dlaczego? To wielka szansa dla was
- Zrozum, zakochałyśmy się.
Przez chwile się nie odzywała, jakby zabrakło jej argumentów.
- Na miłość przyjdzie jeszcze czas.
- Ale mamo...
- Bez dyskusji! Lecicie w czwartek i już. Pa! - rozłączyła się. Ta, dla niej zawsze kariera była ważniejsza niż cokolwiek na świecie. Wkurzona pobiegłam do swojego pokoju i zatrzasnęłam drzwi.
James
Wszyscy nadal bawili się na imprezie Marli, ale jej na niej nie było. Nie zauważyłem także Belli. Zdziwiło mnie to. Postanowiłem pójść do ich pokoju.
- Gdzie idziesz? - spytał mnie Logan
- Do pokoju dziewczyn, od dłuższego czasu ich nie ma.
- Idę z tobą- kiwnąłem głową i poszliśmy. Zapukałem do drzwi. Usłyszałem czyjś głos. Weszliśmy. Zastaliśmy w środku Belle. Oczy błyszczały jej od łez.
- Co się stało? - usiadłem koło niej
- My... my... wyjeżdżamy w czwartek- zakryła twarz dłońmi. Przytuliłem ją. Wiedziałem że cierpi. Spojrzałem na Logana. Miał otwarte usta ze zdziwienia. Chwile później wybiegł na zewnątrz. Zostałem sam z Bellą.
- I nic nie da się zrobić? - próbowałem jakoś ją pocieszyć.
- Nie, mama twierdzi że kariera jest najważniejsza i wcale jej nie obchodzi że się zakochałam! - prawie wykrzyknęła ostatnie słowa. Spojrzała na mnie jakby przeraziła się tym co przed chwilą powiedziała. Domyśliłem że chodzi jej o mnie. Ulżyło mi. Od dawna czułem do niej to samo. Pocałowałem ją. Zdziwiła się, zresztą nie dziwie się jej. Żałowałem że nie powiedziałem jej o tym wcześniej...
Logan
Nie, no ludzie, zlitujcie się wreszcie! Dlaczego akurat ona musi wyjeżdżać?
Ehh... Może jeszcze da się coś zrobić... Zaraz... Chyba mam pomysł- pomyślałem i pobiegłem do pokoju, żeby wszystko na spokojnie przemyśleć

środa, 2 listopada 2016

Rozdział??

Hej! Pod tym postem zadawajcie mi jakiekolwiek pytania i w najbliższym czasie zrobię takie małe Q&A. Z mojej strony to tyle, do rozdziału, pa

piątek, 28 października 2016

UWAGA

Tak wiem że nie było rozdziału przez dłuższy czas ale nie mam zbytnio czasu, weny i wgl
Jeśli chcecie możecie zajrzeć na mojego drugiego bloga KLIK.
Jak na razie to tyle ode mnie, rozdział nie wiem kiedy będzie więc sorki

środa, 10 sierpnia 2016

Rozdział 6

Logan
Znów jadę do szpitala z nadzieją że Marla niedługo z niego wyjdzie. Nic z tego. Chociaż od czasu wypadku minął miesiąc. Jak to w ogóle możliwe?  Nie wiem.  Wyglądała już lepiej.  Nie miała na sobie tylu bandaże co wcześniej. Nagle do sali wszedł lekarz. 
- Niestety musi pan już iść. Pacjentka będzie miała za chwilę operacje.
- Znowu?- Marla miała już chyba 6 takich operacji.
- Przykro mi ale jeżeli chcemy wyleczyć pacjentkę konieczna jest operacja. Jeżeli tak panu zależy może pan poczekać. Potrwa ona około godziny
- Dobrze dziękuje- widziałem jak wieźli ją na blok operacyjny, więc usiadłem i czekałem. Miałem wrażenie że trwało to wieczność. W końcu zauważyłem że wiozą ją na salę pooperacyjną.
- Operacja udała się i możliwe że za tydzień dwa ją wypiszemy- kiwnąłem głową. Patrzyłem na nią. Miałem wrażenie że się do nie uśmiechała. Usiadłem przy dziewczynie. Lekarz mówił do mnie coś ale nie wiem konkretnie bo go nie słuchałem. Siedziałem przy niej kolejne 2 godziny. Kiedy już wychodziłem usłyszałem coś dziwnego, jakby ktoś coś mruczał.
Marla
Obudziłam się w szpitalu. Ostatnie co słyszałam to pisk opon i głośny klakson. Nic poza tym. Zobaczyłam że przy moim łóżku stoi Logan. Szczerze to nawet ucieszyłam na jego widok. On chyba też się ucieszył że mnie widzi.
- Marla słyszysz mnie?- zapytał uśmiechając się. Prawie zapomniałam jaki on ma słodki uśmiech.
- Tak -odwzajemniłam jego uśmiech. Chwilę później na sale wszedł lekarz 
- Dobrze się pani czuje?- zapytał mnie
- Tak, dobrze- odpowiedziałam. Cały czas patrzyłam na Logana.
- Jeśli poczuje się pani gorzej proszę wołać. A jeśli wszystko będzie dobrze możliwe że za tydzień, dwa zostanie pani wypisana ze szpitala.
Cieszyłam się jak nigdy. Chciałam byś już w domu. Moim kochanym domku.
- Zostawię państwa samych tylko prosiłbym żeby nie zostawał pan zbyt długo. Pacjentka musi odpoczywać
- Cieszę się że tutaj jesteś- powiedziałam do Logana. Zdziwił się
- To dlaczego uciekałaś?- nie wiedziałam co powiedzieć
- Sama nie wiem, tak jakoś- uśmiechnął się znowu. On jest taki uroczy.. Szkoda że o tym nie wie
- O co ci chodziło z tym że "zakochałem się w kimś innym"?- już myślałam że zapomniał. Szkoda że się jednak myliłam
- Po prostu... Usłyszałam jak mówiłeś Carlosowi że ktoś Ci się podoba
- Ale ja podobam się tobie?- czułam jak przeszły mnie ciarki. Skąd on to wiedział??? W myślach mi czytał czy co???
- No... ja... sama nie wiem...może tak trochę- sama się zdziwiłam że to powiedziałam.Logan chyba nie. Miał coś powiedzieć ale w tej chwili wszedł lekarz. Powiedział że czas na odwiedziny się skończył. Logan pomachała mi na pożegnanie po czym wyszedł. Lekarz zalecił mi przespać się. Nic z tego. Nie mogłam zasnąć po tym co się tutaj wydarzyło
Logan
Wróciłem ze szpitala jakieś 3 minuty temu, a Bella już zasypywała mnie pytaniami.
- Jak się czuje?? Wszystko ok???
- Dobrze, dobrze. Możliwe że za tydzień lub dwa ją wypiszą- Dziewczyna aż pisnęła. Obok niej właśnie przechodził James. Ze szczęścia rzuciła mu się na szyje. Szczerze mówiąc było to trochę dziwne. Ale dobra, nie będę wnikać. Też jestem szczęśliwy kiedy wiem że Marli nie zadraża już jakieś większe niebezpieczeństwo.
2 tygodnie później
Dostałem wiadomość ze szpitala: Marla jutro wychodzi! Prawie zwariowałem ze szczęścia. Już uzgodniłem z chłopakami że urządzimy jej przyjęcie powitalne. Ciekawe czy spodoba się jejtaka niespodzianka
Marla
Nie wierzę! Już dzisiaj wychodzę ze szpitala. Ostatnio byłam taka szczęśliwa gdy... Zaraz, zaraz jestem taka szczęśliwa 1 raz w życiu! Niestety gdy wyszłam na dwór mojego szczęścia trochę ubyło. Nikt na mnie nie czekał. Dziwne. Byłam przekonana że Bella po mnie przyjedzie chociaż miałam cichą nadzieję że to będzie Logan. No trudno. Pojechałam autobusem. Po niecałych 15 minutach byłam pod hotelem. Poszłam do pokoju zostawić rzeczy. Nikogo tam nie zastałam. Dziwne. Postanowiłam poszukać Belli. W tym celu poszłam na basen. Idąc przez hol zauważyłam na podłodze strzałki. Dobra, teraz to jest na prawde dziwne. Poszłam ich śladem i dotarłam na basen.
- Niespodzianka!- aż podskoczyłam. Wszyscy byli na basenie a za nimi wisiał wielki transparent z napisem "Welcome to home Marla". Niesamowite! Bella i kilka innych osób podbiegło do mnie. O mało mnie nie udusili! Rozejrzałam się. Nigdzie nie było chłopaków. Nagle usłyszałam jakąś melodię. Dobrze ją znałam ale nie potrafiłam podać jej tytułu. Wszyscy zamilkli i kazali mi usiąść na specjalnie zdobionym krześle. Nagle przede mną pojawili sie po kolei Carlos, Kendall, James i Logan. Wszyscy stanęli tuż przede mną. Nagle dostałam olśnienia: to była ich piosenka " Cover Girl". Jak mogłam tego nie załapać! Zaczęli śpiewać. Logan ciągle się na mnie patrzył. Gdy skończyli Logan do mnie podszedł
- Jak się czujesz??
- Dobrze.
- A na tyle dobrze żeby zatańczyć?- szczerze to mnie zdziwił.
- Tak- powiedziałam a on złapał mnie za ręke. 
- Słuchaj o co ci chodziło z tym że "zakochałem się w kimś innym"?
- No... Jakby ci to powiedzieć... Dobra... Podobasz mi się
- Serio??? Ty mi też- powiedział i... mnie pocałował!
- Kocham cię Marla- powiedział i uśmiechnął się słodko
-Ja ciebie też Logan 
Hej! Logan i Marla razem! Tego to wy sie nie spodziewaliście nie?? Ode mnie to tyle.. Jeśli macie jakieś uwagi to piszcie w komentarzach.. A teraz lece pisać kolejny rozdział! Papa